Moja droga z Helen Doron – Ola Kozłowicz, Tarnów

Kiedy pierwszy raz usłyszałaś o Helen Doron?

Ola Kozłowicz: Byłam niedługo po skończeniu studiów na filologii angielskiej i pracowałam z dorosłymi kiedy usłyszałam, że jest organizowany kurs przygotowujący nauczycieli do uczenia dzieci, począwszy od bardzo małych dzieci, nową wtedy w Polsce metodą Helen Doron. Zawsze wiedziałam, że aby nauczyć dziecko języka obcego potrzebny jest jakiś system kursów, dobrze opracowanych, ciekawych, wzajemnie się uzupełniających i rozszerzających. Wiedziałam to stąd, że moja mama jest germanistką i jej uczniowie zawsze byli przekonani, że od małego uczyła mnie języka niemieckiego. Były takie próby,  moja mama uczyła mnie w wieku pięciu lat wraz z dziećmi znajomych, ale właśnie stąd wiedziałam, że jest to pewnego rodzaju sztuka.

Co cię przekonało do metody Helen Doron?

Ola Kozłowicz: W czasie szkolenia dla nauczycieli zorientowałam się, że metoda jest lepsza niż przypuszczałam. Już po pierwszych przeprowadzonych lekcjach uzmysłowiłam sobie, że trzeba byłoby uczyć wiele lat i być niezwykle kreatywnym nauczycielem, żeby stworzyć taki szereg kursów, tak sensownie metodycznie opracowanych i wzajemnie się uzupełniających. Wydaje mi się zresztą do dziś, że jedna osoba nie podołałaby tylu zmianom i tej liczbie kursów, dlatego teraz nad kolejnymi kursami Helen Doron pracuje cały zespół metodyków i trenerów pod przewodnictwem samej Helen. To różnorodne przygotowanie kursów to również element, który sprawia, że praca nauczycieli jest warta spędzonego nad nią czasu.

Kiedy kilka lat temu doszliśmy do wniosku, że po zmianach w programie nauczania w szkole, nasze polskie dzieci potrzebują dodatkowych elementów gramatyki, na które globalnie na świecie w tym wieku nie ma takiego nacisku, Helen zaczęła pracować z polskimi metodyczkami tej metody i stworzyła kursy, którymi mój syn i moja córka mogą się już uczyć. Daje to nauczycielowi duże poczucie sprawczości, sensu pracy i wiary w wyniki.

Dzieci chętnie uczęszczają na zajęcia, ale zdarzają im się kryzysy. Mój syn kilkakrotnie chciał przerwać chodzenie na kurs, czemu ostatecznie udało mi się zapobiec. Podziękował mi za to mając 13 lat w dość  zaskakujący sposób: przy obiedzie z nastoletnimi kuzynami z USA, gdy okazało się, że rzeczywiście potrafi się z nimi komunikować. Czekając na lotnisku bał się, czy na pewno da radę się z nimi porozumieć, a po przywiezieniu ich do domu, w trakcie obiadu powiedział: „Mamo, dziękuję Ci, że mnie ciągnęłaś na Helen Doron, bo teraz mogę sobie z nimi porozmawiać”. W ustach trzynastolatka to spory komplement 😊

Czy był taki moment, gdy poczułaś, że metoda Helen Doron działa?

Ola Kozłowicz: Kiedy myślę o jakiejś opinii rodzica na temat efektów naszych uczniów, najczęściej wspominam ojca, który po feriach przyszedł do biura ze swoim około 9-letnim synem. Chłopiec uczy się u nas piąty rok. Rodzina ta pojechała na narty do Włoch. Gdy rodzice zjechali ze stoku uświadomili sobie, że syna nie ma. Musiał na trasie skręcić w inny zjazd i skończyć swoją jazdę zupełnie gdzie indziej, niż rodzice. Ponieważ możliwości było wiele, trudno było ustalić, gdzie chłopiec może się znajdować. Byli bardzo przestraszeni, ale okazało się , że ich syn – gdy uświadomił sobie, że został sam – porozumiał się po angielsku z obsługą stacji i rodziców poszukiwała już obsługa stoków. W tej chwili ten chłopiec jest przed maturą i dawno już śpiewająco zdał egzaminy Cambridge, na które go wysłaliśmy.

Jakie przewagi daje bycie we franczyzie?

Ola Kozłowicz: Ponieważ prowadziłam zarówno szkoły Helen Doron, jak i inne niefranczyzowe szkoły dla dorosłych wiem, że franczyza daje siłę, wiedzę, możliwości, pozwala podzielić się doświadczeniami, a przede wszystkim motywuje do rozwoju. Jest to ważne o tyle, że czas płynie. Szkoły, które były nowatorskie piętnaście lat temu bez grupy współpracowników, która ich motywuje, nadal uczą tak samo. We franczyzie natomiast wiele się zmienia, dostosowujemy się do potrzeb dzieci i młodzieży, które też są inne.

Prowadząc samodzielnie szkołę jest się zdanym tylko na siebie. Natomiast dobrze skonstruowana franczyza daje wsparcie merytoryczne, metodyczne, szkoleniowe, marketingowe i reklamowe. Generalnie można poradzić się w każdym aspekcie prowadzenia działalności.

W tej chwili towarzyszę i doradzam osobom, które zakładają nowe szkoły Helen Doron na obszarze Wschodniej Małopolski. Muszę powiedzieć, że pakiet szkoleń, jakie obecnie dostają jest olbrzymi. Często osoby, które wchodzą na te szkolenia bez odpowiedniego doświadczenia w branży nauczania, po kilkunastu dniach spędzonych na szkoleniach wychodzą z nich będąc innymi ludźmi. Później natomiast mają cały czas kontakt z osobami takimi jak ja – Partnerami Franczyzy, których na bieżąco pytają o radę.

Czy masz jakieś wskazówki dla osób poszukujących lokalu pod swoją szkołę językową?

Ola Kozłowicz: Ponieważ zaczynałam w czasie, kiedy na terenie, którym obecnie się zajmuję nie było ani jednego ucznia Helen Doron, miałam wiele możliwości w kilku miastach poznać rynek lokalowy w poszukiwaniu miejsca na szkołę. W każdym mieście zaczyna się od przeglądania ofert, rozmów z agentami nieruchomości, czasem używa się prywatnych kontaktów. W pewnym momencie po przejrzeniu wielu ofert i obejrzeniu kilku lokalizacji, trafia się na lokal, który spełnia nasze oczekiwania. Osoba poszukująca lokalu jest już zawsze po szkoleniu, więc ma świadomość, co w tej branży należy brać pod uwagę. Zawsze później może konsultować trafność wyboru lokalu ze swoim Partnerem Franczyzy.

Jakie cechy czy umiejętności powinien posiadać kandydat na nauczyciela Helen Doron?

Ola Kozłowicz: Moim zdaniem najłatwiej jest rozpocząć pracę jako nauczyciel Helen Doron osobom wesołym, energicznym, otwartym i oczywiście spełniającym warunki językowe. Żartuję czasem, że nauczyciel z ADHD też znakomicie w Helen Doron się odnajdzie, bo jego energia nigdy się nie kończy. Jednak osoby o innych typach osobowości również świetnie radzą sobie w naszym systemie kursów. Dzieje się tak głównie dlatego, że podczas uczenia całym szeregiem kursów mamy kontakt z dziećmi podczas ich rośnięcia i dorastania, a na różnych etapach rozwoju mają one różne potrzeby. Dopasowujemy więc odpowiedni typ nauczyciela do wymagań konkretnych kursów.

Co wydaje ci się największym wyzwaniem w prowadzeniu szkoły?

Ola Kozłowicz: Ja widzę dwa najtrudniejsze aspekty naszej pracy. Pierwszy, że w pewnym sensie jest to praca sezonowa, najwięcej zajęć mamy końcówką sierpnia i we wrześniu, co wymaga od nas olbrzymiej mobilizacji w tym krótkim czasie. Drugim aspektem jest stworzenie dobrze działającego, satysfakcjonującego zespołu lektorów, którzy świetnie uczą i na których można polegać. Jednak we wszystkich tych wyzwaniach można wesprzeć się na doświadczeniu osób, które wiele razy już się z tym zmierzyły.

Czy zachęciłabyś innych do założenia własnej szkoły Helen Doron?

Ola Kozłowicz: Jako nauczyciel i rodzic trójki dzieci wiem, że kursy Helen Doron to najlepszy na rynku system kursów. Gdyby istniał lepszy, to bym nim pracowała, ale takiego po prostu nie ma. Organizacja szkoleń  nowych osób, które zakładają szkoły jest na tyle dobrze przemyślana i przygotowana, że ludzie ci potrafią z naszą pomocą radzić sobie w tej materii. Sama pracuję z osobami, które wcześniej szkół nie prowadziły, a teraz świetnie im idzie. Są to oczywiście osoby bardzo pracowite, uzdolnione i traktujące poważnie swoją pracę, ale udaje im się prowadzić świetne szkoły, które dają uczniom możliwość znakomitej edukacji połączonej z przyjemnością, a jej właścicielom pełne ręce roboty.

Ola Kozłowicz-Wysocka

Partner Franczyzy na rejon Wschodniej Małopolski